poniedziałek, 23 grudnia 2013

Rozdział IV cz.1

-W dobrym towarzystwie zawsze.- zaśmiałam się. Szłyśmy w stronę mojego domu kiedy moją uwagę przykuła pewna osoba. O nie to nie może być on!
--------------------------------------------------------------------------------------------------Podeszłam do niego i zapytałam a raczej wykrzyczałam :
-Co ty tutaj do cholery robisz?!
-Cassie kotku nie cieszysz się?- udał smutnego.
-Z czego ja mam się niby cieszyć?! I nie mów do mnie kotku!!! – wykrzyczałam. Zapewne byłam cała czerwona ze wściekłości.
-Z tego, że do ciebie przyjechałem. Chciałem się z tobą spotkać. – zmniejszył odległość między nami. – tęskniłem. – dodał.
-W dupie to mam możesz sobie potęsknić w Chicago.- Aż me mnie wrzało, pewnie się zastanawiacie skąd u mnie ta nagła wściekłość otóż Jake to mój były, który ćpa, pali, pije i jest agresywny raz gdyby nie jego kumpel to by mnie pobił bo nie chciałam się z nim przespać nigdy mu tego nie wybaczę po tamtym zajściu z nim zerwałam. Nachodził mnie, groził mi robił wszystko tylko po to, żeby uratować swoją ‘’dumę’’.
-Bo co mi zrobisz pobijesz ja 2 lata temu? – spytałam z pogardą w głosie. A tak nie wspomniałam jeszcze o tym jak mnie pobił. No więc mieliśmy się spotkać u niego gdy tylko przyszłam zauważyłam, że coś jest nie tak dopiero po chwili zdałam sobie sprawdę z tego, że Jake jest nie dość, że naćpany to jeszcze wkurwiony jak nigdy spytałam czy wszystko w porządku, ale ten nic nie odpowiadał tylko uderzył mnie w policzek. Syknęłam z bólu chciałam już coś powiedzieć, ale on się na mnie rzucił wszystko mnie bolało i czułam, ze zaraz zemdleję, ale na szczęście do pokoju wszedł jego brat i szybko go ode mnie oderwał zaczął się na niego wydzierać, ale do mnie nic nie docierało. Później była już tylko ciemność.
-Mówiłem Ci już, że tego nie chciałem byłam naćpany.- spuścił wzrok. Nie chciał na mnie patrzeć i dobrze bo ja na niego też nie.
-A w tedy gdy nie chciałam się z tobą przespać?! – wciąż nie mogę zrozumieć jak mógł mi coś takiego zrobić w prawdzie mnie nie pobił, ale gdyby nie Christopher pewnie źle by się to dla mnie skończyło. Żałuję, że w ogóle się z nim związałam.
-Nie wiem, okej!? Po prostu nie wiem, nie wiem co we mnie wstąpiło. Chciałam Cię prosić o wybaczenie, ale myślę że to nie ma sensu.- wyszeptał.
-I dobrze myślisz. Potraktowałeś mnie jak szmatę obiecałeś, że mnie już nigdy nie skrzywdzisz. Jesteś po prostu chujem.- wykrzyczałam mu prosto w twarz. A chwilę później poczułam pieczenie na policzku słynęła po nim pojedyncza łza a po niej kolejna i następna w końcu nie mogłam opanować łez. Odwróciłam się i chciałam wejść do domu, ale mnie zatrzymał.
-Puść mnie do cholery.! – wyszlochałam. Nie zareagował tylko patrzył tempo w przestrzeń za mną. Zaczęłam się szarpać, ale niestety jego uścisk był zbyt mocny a moje krzyki na nic się tutaj zdawały.
-Puść ją! Nie widzisz, że nie ma ochoty przebywać twoim towarzystwie.- usłyszałam znajomy głos.
-A ty kto jej obrońca.-prychnął Jake.
-Puść ją kutasie nie mam zamiaru powtarzać się trzeci raz.- wysyczał przez zaciśnięte zęby Justin. Uścisk chłopaka tylko się wzmocnił a ja syknęłam z bólu. Jake został odciągnięty ode mnie siłą i już po chwili leżał na ziemi. A ja? Ja stałam tam jak wryta w ziemię na szczęście ocknęłam się na czas.
-Justin! – nie zareagował. Justin!- krzyknęłam głośniej.
-Co?- syknął nawet na mnie nie patrząc.
-Już starczy. Przestań. Narobisz sobie przeze mnie niepotrzebnych problemów.- powiedziałam nieco spokojniej. Chłopak oderwał się od mojego ‘’ex’’ i splunął mu obok głowy. Podszedł do mnie i spojrzał mi w oczy w, których jak zgaduję, że krył się strach.
-Już dobrze. Nie sądzę, aby po tej lekcji jeszcze kiedykolwiek chociaż by na Ciebie spojrzał.- starał się mnie uspokoić.
-Dziękuję.-wyszeptałam, ale na tyle głośno by mnie usłyszał.
-Nie ma za co.- wzruszył ramionami.- A tak w ogóle kto to jest?- spytał wskazując gestem ręki na oddalającego się szatyna.
-Mój były.- odparłam bez jakichkolwiek emocji.
-Twój były? Czego od ciebie chciał?
-Chciał mnie prosić o wybaczenie, ale mu nie wyszło.- odparłam.- Nigdy mu nie wybaczę tego co stało się w Chicago.- dodałam szeptem mając nadzieje, że nie usłyszał.
-Co się wydarzyło w Chicago?- zapytał ze zmartwieniem wypisanym na twarzy.

-Nic. Przepraszam. Muszę już iść.- rzuciłam pospiesznie i wbiegłam po schodach do domu.

1 komentarz:

  1. super opowiadanie na pewno bede go czytac i czekam az ladowaka bedzie nowa i dodasz nowy rozdzial :>

    OdpowiedzUsuń