wtorek, 24 grudnia 2013

Wesołych Świąt.!

Ze względu na zbliżające się święta bożego narodzenia chcę wam życzyć wesołych i udanych świąt oraz szczęśliwego nowego roku.

                     

                    Z okazji Bożego Narodzenia
                                   składam wam najlepsze życzenia!
                                    Karpia w talerzu skaczącego,
                                    Jezuska w żłobie leżącego,
                                    w Nowym Roku szczęśliwych dróg,
                                    a na nartach połamania nóg!




                          Niech już wystrzelą korki Szampana 
                          A Ty baw się świetnie do białego rana 
                          Wszystkiego najlepszego z okazji Sylwestra życzy... wasza nieco                                                           pierdolnięta, ale wciąż zajebista Stachu .  ;*



                            Pamiętajcie uwieliam was i dziękuję za prawie 400 wyświetleń w tak krótkim                                              czasie jesteście cudowni nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy. A jeśli                                                    chodzi o drugą część czwartego rozdziału to nie wiem kiedy bedzie postaram                                            sie napisać to jak najszybciej bo wiem, że wiele osób na niego czeka.

P.S. Przepraszam was za wszystkie błędy ortograficzne zawsze miałam z tym problem ;/

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Rozdział IV cz.1

-W dobrym towarzystwie zawsze.- zaśmiałam się. Szłyśmy w stronę mojego domu kiedy moją uwagę przykuła pewna osoba. O nie to nie może być on!
--------------------------------------------------------------------------------------------------Podeszłam do niego i zapytałam a raczej wykrzyczałam :
-Co ty tutaj do cholery robisz?!
-Cassie kotku nie cieszysz się?- udał smutnego.
-Z czego ja mam się niby cieszyć?! I nie mów do mnie kotku!!! – wykrzyczałam. Zapewne byłam cała czerwona ze wściekłości.
-Z tego, że do ciebie przyjechałem. Chciałem się z tobą spotkać. – zmniejszył odległość między nami. – tęskniłem. – dodał.
-W dupie to mam możesz sobie potęsknić w Chicago.- Aż me mnie wrzało, pewnie się zastanawiacie skąd u mnie ta nagła wściekłość otóż Jake to mój były, który ćpa, pali, pije i jest agresywny raz gdyby nie jego kumpel to by mnie pobił bo nie chciałam się z nim przespać nigdy mu tego nie wybaczę po tamtym zajściu z nim zerwałam. Nachodził mnie, groził mi robił wszystko tylko po to, żeby uratować swoją ‘’dumę’’.
-Bo co mi zrobisz pobijesz ja 2 lata temu? – spytałam z pogardą w głosie. A tak nie wspomniałam jeszcze o tym jak mnie pobił. No więc mieliśmy się spotkać u niego gdy tylko przyszłam zauważyłam, że coś jest nie tak dopiero po chwili zdałam sobie sprawdę z tego, że Jake jest nie dość, że naćpany to jeszcze wkurwiony jak nigdy spytałam czy wszystko w porządku, ale ten nic nie odpowiadał tylko uderzył mnie w policzek. Syknęłam z bólu chciałam już coś powiedzieć, ale on się na mnie rzucił wszystko mnie bolało i czułam, ze zaraz zemdleję, ale na szczęście do pokoju wszedł jego brat i szybko go ode mnie oderwał zaczął się na niego wydzierać, ale do mnie nic nie docierało. Później była już tylko ciemność.
-Mówiłem Ci już, że tego nie chciałem byłam naćpany.- spuścił wzrok. Nie chciał na mnie patrzeć i dobrze bo ja na niego też nie.
-A w tedy gdy nie chciałam się z tobą przespać?! – wciąż nie mogę zrozumieć jak mógł mi coś takiego zrobić w prawdzie mnie nie pobił, ale gdyby nie Christopher pewnie źle by się to dla mnie skończyło. Żałuję, że w ogóle się z nim związałam.
-Nie wiem, okej!? Po prostu nie wiem, nie wiem co we mnie wstąpiło. Chciałam Cię prosić o wybaczenie, ale myślę że to nie ma sensu.- wyszeptał.
-I dobrze myślisz. Potraktowałeś mnie jak szmatę obiecałeś, że mnie już nigdy nie skrzywdzisz. Jesteś po prostu chujem.- wykrzyczałam mu prosto w twarz. A chwilę później poczułam pieczenie na policzku słynęła po nim pojedyncza łza a po niej kolejna i następna w końcu nie mogłam opanować łez. Odwróciłam się i chciałam wejść do domu, ale mnie zatrzymał.
-Puść mnie do cholery.! – wyszlochałam. Nie zareagował tylko patrzył tempo w przestrzeń za mną. Zaczęłam się szarpać, ale niestety jego uścisk był zbyt mocny a moje krzyki na nic się tutaj zdawały.
-Puść ją! Nie widzisz, że nie ma ochoty przebywać twoim towarzystwie.- usłyszałam znajomy głos.
-A ty kto jej obrońca.-prychnął Jake.
-Puść ją kutasie nie mam zamiaru powtarzać się trzeci raz.- wysyczał przez zaciśnięte zęby Justin. Uścisk chłopaka tylko się wzmocnił a ja syknęłam z bólu. Jake został odciągnięty ode mnie siłą i już po chwili leżał na ziemi. A ja? Ja stałam tam jak wryta w ziemię na szczęście ocknęłam się na czas.
-Justin! – nie zareagował. Justin!- krzyknęłam głośniej.
-Co?- syknął nawet na mnie nie patrząc.
-Już starczy. Przestań. Narobisz sobie przeze mnie niepotrzebnych problemów.- powiedziałam nieco spokojniej. Chłopak oderwał się od mojego ‘’ex’’ i splunął mu obok głowy. Podszedł do mnie i spojrzał mi w oczy w, których jak zgaduję, że krył się strach.
-Już dobrze. Nie sądzę, aby po tej lekcji jeszcze kiedykolwiek chociaż by na Ciebie spojrzał.- starał się mnie uspokoić.
-Dziękuję.-wyszeptałam, ale na tyle głośno by mnie usłyszał.
-Nie ma za co.- wzruszył ramionami.- A tak w ogóle kto to jest?- spytał wskazując gestem ręki na oddalającego się szatyna.
-Mój były.- odparłam bez jakichkolwiek emocji.
-Twój były? Czego od ciebie chciał?
-Chciał mnie prosić o wybaczenie, ale mu nie wyszło.- odparłam.- Nigdy mu nie wybaczę tego co stało się w Chicago.- dodałam szeptem mając nadzieje, że nie usłyszał.
-Co się wydarzyło w Chicago?- zapytał ze zmartwieniem wypisanym na twarzy.

-Nic. Przepraszam. Muszę już iść.- rzuciłam pospiesznie i wbiegłam po schodach do domu.

czwartek, 19 grudnia 2013

Rozdział III

Trzeci dzień szkoły. Jest całkiem fajnie Justin jest tak samo irytujący, ale staram się nie zwracać na to zbytniej uwagi. Trwał właśnie angielski a ja się nudziłam, nie to mało powiedziane ja tu z nudów umierałam. Odliczałam minuty do dzwonka jeszcze 15 minut i wreszcie koniec lekcji. Dłużyło mi się to w nieskończoność oparłam się na łokciu i wręcz zasypiałam kiedy poczułam szturchanie w bok odwróciłam wzrok, żeby spytać czego ten idiota chce, ale ten mnie uprzedził.
- Nie ładnie to tak spać na lekcjach.- Zażartował sobie ze mnie.
-Czyżby? – spytałam z wyraźnym niedowierzaniem wypisanym na twarzy.- To kto przespał ostatnie trzy lekcje?
-Na pewno nie ja.- zapewnił na wpół żartem.
-Jesteś taki dziecinny. – wywróciłam oczami.
-Bywa.- wzruszył ramionami. Do końca lekcji milczeliśmy. Wróciłam do domu i jak zwykłe odrobiłam lekcje, zjadłam kolację i poszłam spać.

Lekcję się już skończyły. Postanowiłyśmy z Meg posiedzieć jeszcze chwilę na szkolnym trawniku a później się gdzieś przejdziemy. Patrzyłyśmy jak chłopaki grają w koszykówkę Justin też grał. Od wczoraj się do mnie nie odzywa  i nie wiem czy mam się cieszyć czy nie, jest jakiś dziwny nie uśmiecha się, nie śmieję, unika mnie i praktycznie na mnie nie patrzy a jak już się zdarzy, że na mnie spojrzy to jakoś tak dziwnie. Jakby ze strachem? Z rozmyślań wyrwał mnie głos mojej przyjaciółki.
-Cass, ślinisz się! – zachichotała.
-Co? Nie prawda!- zaprotestowałam.
-Ale gapisz się na Justina.-stwierdziła,- Wspomnę jeszcze o tym, że jest on bez koszulki.- zaakcentowała dwa ostatnie słowa a ja sprzedałam jej lekkiego kuksańca. No muszę przyznać, że ma całkiem niezły brzuch. Ugh Cassie o czym ty myślisz!?- skarciłam się w myślach.
-Zrób zdjęcie, zostanie na dłużej.- o nie! Zauważył, że się na niego patrzę. Poczułam jak moje policzki robią się czerwone i odwróciłam wzrok. Bieber się zaśmiał.
-Wcale się na ciebie nie patrzyłam.- próbowałam wybrnąć z tej sytuacji.
-Nie wcale.- powiedział sarkastycznie.
-Ugh dobra nie ważne.- chłopak pokręcił głową z uśmiechem. Czułam się zażenowana. Już chciałam iść z Megan do parku, kina, galerii gdzie kol wiek byleby nie siedzieć tutaj i ryzykować kolejną żenującą sytuacją. Posłałam przyjaciółce znaczące spojrzenie wstałyśmy i ruszyłyśmy przed siebie, ale nie zdążyłyśmy odejść zbyt daleko bo zostałam przyciśnięta do czyjegoś ciała.
-Fuu Justin idioto zostaw mnie jesteś spocony.- blee jeśli jest coś czego szczerze nienawidzę to pot.
-No i co z tego.- wzruszył ramionami i przyciągnął mnie mocniej do siebie. Udałam odruch wymiotny.
-Co mam zrobić żebyś mnie puścił? – spytałam zirytowana.
-Hmm… powiedz, że jestem najprzystojniejszym i najseksowniejszym chłopakiem na świecie.- zaproponował całkiem poważnie.
-Chyba oszalałeś, że myślałeś że to powiem.- prychnęłam.
-Nie to, nie.- po raz kolejny wzruszył ramionami i wzmocnij uścisk.
-Dobraaa…- przeciągnęłam.- Justin jesteś…- przerwałam.- najgłupszym i najbardziej egoistycznym chłopakiem na świecie.- powiedziałam tak szybko, że aż ledwo zrozumiale. Justin zmarszczył brwi a ja wykorzystałam chwilę jego nie uwagi i wyrwałam się z uścisku. Wraz z Meg ruszyłyśmy szybkim krokiem w stronę pobliskiego parku.
-A więc tak pogrywasz? Jeszcze zobaczymy.- powiedział jeszcze Justin.
-Oczywiście, że tak.- rzuciłam jeszcze sarkastycznie przez ramię i szłam dalej. Jeszcze godzinę temu mnie unikał a teraz mnie przytula. Z tym chłopakiem na serio jest cos nie tak. Poszłyśmy  z Megan do Centrum Handlowego. Wiem miałyśmy iść do parku, ale plany nieco się zmieniły. Kupiłyśmy masę ubrań. Spojrzałam na zegarek i była już 18:46. Wow! Ale ten czas szybko zleciał.- pomyślałam.
-Meg.- zaczęłam.- już późno chyba pora wracać.
-Oh, tak. Jak ten czas szybko leci.- stwierdziła.

-W dobrym towarzystwie zawsze.- zaśmiałam się. Szłyśmy w stronę mojego domu kiedy moją uwagę przykuła pewna osoba. O nie to nie może być on!

-----------------------------
Wiem zawaliłam. Rozdział jest nudny i krótki, ale ostatnio nie mam czasu i weny.
Bardzo was proszę o komentarze chcę wiedzieć ilu was jest.

Xx Stachu ;* (Wiktoria)

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Rozdział II

Spałam w najlepsze, ale niestety nie dane mi było się wyspać gdyż obudził mnie ten jakże irytujący dźwięk budzika. Czy wy też go nienawidzicie? No cóż, nie ważne. Zwlekłam się z łóżka i wolnym krokiem ruszyłam w stronę garderoby kompletnie nie miałam co na siebie włożyć. To pierwszy dzień w nowej szkole, nowi nauczyciele, nowe sale, nowi ludzie, nowe życie. Po dłuższym czasie przegrzebywania półek z ubraniami zdecydowałam się na różowe rurki, sweterek w zielono-białe paski i różowe converse.

 Wzięłam ubrania i powolnym krokiem ruszyłam do łazienki, zrzuciłam z siebie piżamę i weszła pod prysznic pozwoliłam słynąć kroplą po moim nagim ciele zawsze mnie to odprężało. Ciało umyłam czekoladowym żelem, a włosy kokosowym szamponem. Uwielbiam to połączenie. Wyszłam spod prysznica osuszyłam ciało i owinęłam je ręcznikiem, stanęłam przed lustrem i zrobiłam delikatny makijaż następnie wysuszyłam włosy i ubrałam wcześniej wybrany zestaw. Zbiegłam na dół do kuchni gdzie czekała już na mnie mama
- Hej mamo.-przywitałam ją i musnęłam jej polik
-Cześć córeczko.- uśmiechnęła się i postawiła przede mną talerz z naleśnikami. Pośpiesznie zjadłam śniadanie gdyż była już 7:35 a Meg czekała na mnie przed domem.
-Wychodzę.!-krzyknęłam tylko i opuściłam dom usłyszałam tylko ‘’powodzenia’’ od obojga z rodziców. Zbiegłam po schodkach i po chwili już jechałam do szkoły wraz z Megan. Po drodze rozmawiałyśmy o tym jak to się zmieniło w Stratford pod moją nie obecność, o tym co będziemy razem robić i w ogóle o wszystkim i niczym. Tak mi tego brakowało. Nie żebym nie miała koleżanek w Chicago, ale to nie to samo z Meg łączy mnie przyjaźń ta prawdziwa i na zawsze. Droga minęła nam bardzo szybko pożegnałyśmy się z przyjaciółką przy wejściu do budynku szkoły. Dam radę … muszę – pomyślałam i ruszyłam niepewnym krokiem w stronę wejścia. Szłam prosto korytarzem i czułam na sobie spojrzenia innych czułam się co najmniej nie zręcznie. Słyszałam też szepty typu ‘’Co to za laska?’’ lub ‘’będzie moja’’ postanowiłam to zignorować i poszłam w kierunku sekretariatu przynajmniej tak myślałam błądziłam po szkole przez jakieś 10 min. kiedy w końcu dostrzegłam tabliczkę z napisem Sekretariat. Weszłam do środka i się przywitałam :
- Dzień dobry. Nazywam się Cassie Smith przyszłam odebrać plan lekcji i kluczyki do szafki.
-Oh, tak dzień dobry kochanie. Tu masz plan lekcji a tu kluczyki twoja szafka ma numer 326.
-Dziękuję. Do widzenia.
-Do zobaczenia. I powodzenia. – posłała mi ciepły uśmiech, który odwzajemniłam.
Spojrzałam na plan lekcji i co za ‘’miła’’ niespodzianka mam dzisiaj same najgorsze lekcje Biologia, Chemia, Geografia, Fizyka, Matematyka, ale jest jeden plus mam dzisiaj w-f zawsze byłam dobra w dziedzinie sportu więc chociaż to jest dobre. Zaczęłam poszukiwania mojej szafki, ale nie było to zbyt szukałam szafki z numerem 326, ale nie mogłam jej znaleźć zaczęłam się zastanawiać czy przypadkiem nie chodzę w kółko. Zabrzmiał dzwonek informujący o rozpoczęciu się lekcji po chwili marszu znalazłam szafki otworzyłam ją wsadziłam do mniej nie potrzebne podręczniki i ruszyłam do sali Biologicznej. Brawo Cassie pierwszy dzień a ty już się spóźniasz.-Pomyślałam.
W końcu dotarłam do sali i niepewnie do niej weszłam.
-Dzień dobry. Przepraszam za spóźnienie.-przywitałam się prawie, że szeptem.
-Oh, dzień dobry. Panienka Smith, czyż nie?-spytała pani około czterdziestki.
-Tak.-odpowiedziałam krótko i rozejrzałam się po klasie. Wszystkie spojrzenia były skierowane w moją stronę nie ukrywam zestresowało mnie to jeszcze bardziej. Moją uwagę przykuł pewien chłopak był naprawdę przystojny, miał brązowe włosy postawione na żel siedział w ostatniej ławce. Chyba zauważył, że na niego patrzę bo uśmiechnął się cwaniacko i puścił mi oczko od razu odwróciłam wzrok i poczułam jak moje policzki przybierają  kolor czerwony spojrzałam na nauczycielkę, która uśmiechnęła się do mnie.
-Pierwszy dzień szkoły a pani już się spóźnia.-pokręciła głową z uśmiechem.-Ale to twój pierwszy dzień w nowej szkole i na pewno czujesz się u nas jeszcze nie pewnie więc przymknę na to oko.-dodała po chwili.
Przytaknęłam tylko i odwzajemniłam niepewnie uśmiech.
-Usiądziesz z…-przerwała rozglądając się po Sali w poszukiwaniu miejsca w którym mogła bym usiąść wolne były tylko obok tajemniczego, przystojnego chłopaka i jakiejś dziewczyny, która wyglądała jak –za przeproszeniem-dziwka. Spojrzałam w stronę chłopaka a ten od razu odwrócił wzrok. Czyżby na mnie patrzył? – Justinem w ostatniej ławce.-dokończyła i posłała mi uśmiech. Zrobiłam wielkie oczy. Że jak?! Ja mam niby z nim siedzieć? Popatrzyłam wręcz błagalnie na nauczycielkę. Nie wiem skąd wzięła sie ta nie chęć do chłopaka przecież go nawet nie znam, ale mniejsza z tym.
-No już idź,idź. Nie mamy całego dnia.-pogoniła mnie nauczycielka.
-No dobra.-odparłam od niechcenia i ruszyłam w stronę ławki. Chłopak uśmiechnął się triumfalnie. Usiadłam a ten dalej się szczerzył zaczynało mnie to irytować, wyobraźcie sobie jesteście nowi w szkole siadacie z kimś kogo nie znacie a ta osoba cały czas się na ciebie patrzy i głupkowato uśmiecha.
-A ty z czego się tak cieszysz?- spytałam zirytowana .Na co on się jeszcze bardziej uśmiechnął. Chyba lubi denerwować ludzi. Tak raczej, tak. I muszę przyznać, że wychodzi mu to znakomicie.
-Ja? Z niczego.-zraz mu chyba krzywdę zrobię.
-To proszę możesz przestać się tak głupio uśmiechać i na mnie gapić?- spytałam nawet na niego nie patrząc.
-Nie.-odpowiedział krótko.
-Ugh. Działasz mi na nerwy.
-I o to chodzi.-szepnął nie chcąc chyba, żebym usłyszała. Westchnęłam zrezygnowana i zaczęłam odliczać minuty do końca lekcji. Po usłyszeniu dzwonka na przerwę wstałam z krzesła jak poparzona i wręcz wybiegłam z klasy, nie dane mi było jednak przekroczyć jej próg gdyż pewna bardzo upierdliwa osoba mnie zatrzymała mnie chwytając za łokieć.
-Nie przedstawiłem Ci się.-stwierdził jak dla mnie zbyt przesłodzonym głosem.-Justin.- przedstawił się.
-Ta, wiem jak się nazywasz.-wywróciłam oczami.
-A ty?- zignorował moją niechęć do niego wyczuwalną z daleka.
-Cassie. Mogę już iść?-próbowałam się wyrwać lecz jego uścisk był zbyt mocny. Westchnęłam, znowu.
-Dokąd się tak śpieszysz kochanie?- szepnął mi do ucha.
-Na lekcje.-rzuciłam obojętnie i udało mi się mu wyrwać przeszłam przez korytarz ignorując spojrzenia i szepty. Otworzyłam szafkę wyjęłam potrzebne książki i zeszyt następnie udałam się pod salę. Dzień minął mi dość szybko jedynymi minusami było to, że Justin cały czas się na mnie gapił, nie wiem o co mu chodzi, ale to nie jest ważne i jestem z nim w parze na Chemii dziękuję panu, panie Wilson. Taa wyczujcie tan sarkazm, a tak to ogólnie dzień całkiem udany podczas lunchu poznałam kilka dziewczyn i porozmawiałam z Meg. Po powrocie do domu od razu poszłam do mojego pokoju ignorując rodziców zrobiłam zadania domowe  zadzwoniłam do Megan.
-Hej Cass, co tam?- przywitała mnie przyjaciółka.
-Cześć Meg, całkiem nie źle. Nudzi mi się więc dzwonie.-wzruszyłam ramionami mimo, że ona nie mogła tego zobaczyć.
-Aha. Opowiadaj jak tam wrażenia po pierwszym dniu w szkole?- zapytała podekscytowana.
-Normalnie, jak to w szkole.-odparłam obojętnie.
-Poznałaś kogoś?- ciągnęła dalej ‘’przesłuchanie’’.
-Nie bardzo wiesz te trzy dziewczyny na lunchu… - przerwałam. – a i Justina jest mega irytujący?!
-Justina?! Biebera?! – chyba była zaskoczona.
-Tak a co? – ciekawiło mnie jej zaskoczenie.
-Pamiętasz tego chłopaka z podstawówki? No wiesz tego, który ciągle Cię zaczepiał i Ci dokuczał?
-No tak a co to ma do rzeczy?
-To on.
-Jak to on?! Serio?! To dlatego ten jego irytujący uśmieszek wydawał mi się taki znajomy.- No tego się nie spodziewałam. Ciekawe czy mnie rozpoznał, a może to dlatego się tak uśmiechał i na mnie patrzył … wciąż jest tak samo irytujący.
-Tylko żeby znowu nie zabrał Ci twojej ulubionej lalki i nie dał psu do pogryzienia.-Meg się zaśmiała.

Haha pamiętam to jakby to było dziś. Spędziłyśmy na rozmowie jeszcze około trzydziestu minut po czym poszłam do łazienki wzięłam szybki prysznic, ubrałam się w piżamę i poszłam spać.


------------------------------
I jak wrażenia po drugim rozdziale? Podoba się?
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Proszę o komentarze chociażby głupią kropkę chcę wiedzieć czy mam dla kogo pisać ;)

Rozdział I

     (10lat temu)
-Ale mamo ja nie chcę wyjeżdżać! – zaprotestowałam
-Kochanie, wiesz że nie mamy wyboru praca taty tego wymaga.-westchnęła
-Wiem tylko ...-przerwałam na chwilę- nie chcę zostawiać Megan. Jest dla mnie jak siostra.
-Cassie, wiem. Obiecuję, że kiedyś jeszcze zobaczysz się z Meg.- uśmiechnęła się smutno.
(teraźniejszość)
Jestem jak cholernie szczęśliwa! W końcu po tych długich dziesięciu latach wracamy do domu, do Stratford. Obecnie znajduję się w samolocie,
-Mamoo…- przeciągnęłam.
-Tak? – spojrzała na mnie.
- Ile jeszcze będziemy lecieć?
-Około dwóch godzin.-odparła obojętnie.
-co?! Aż tyle? Ja nie wyrobię.
-Przestań dramatyzować i zachowywać się jakbyś miała 5lat.
Przewróciłam teatralnie oczami.
-Szybko zleci.-zapewniła jeszcze.
-Oby. – fuknęłam.

Te dwie godziny dłużyły się niemiłosiernie. Po wylądowaniu w Stratford chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu i pójść do Megan.
-Cassie, chodź już.- zawołała mama.
-Tak,tak. Już idę.
Jechaliśmy około 15 min. W drodze dostałam sms-a a, którym Meg zapewniła mnie, że będzie czekać na Mnie pod moim domem.
-Cass! – usłyszałam gdy tylko wysiadłam z samochodu. Po chwili zostałam zamknięta w wielkim niedźwiedzim uścisku.
-Tak bardzo za Toba tęskniłam.-przytuliłam przyjaciółkę, po moim policzku spłynęła samotna łza.
-Ja za tobą też. Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo. Trwałyśmy tak w uścisku przez dłuższy czas gdy zawołali mnie rodzice oznajmiając, że jadą do sklepu bo lodówka jest pusta.
-Meg, pomożesz mi się rozpakować? – bardziej stwierdziłam niż zapytałam.
-A mam jakiś wybór? – uniosła pytająco brew.
-nie!- powiedziałam głośno, może nawet zbyt głośno. Megan zachichotała.
Dzień minął mi naprawdę szybko nim się obejrzałam leżałam już w łóżku pod kołdrą.
-A więc jutro do szkoły. Będzie ciekawie. – i z ta myślą odpłynęłam do Kariny Morfeusza.

---------------------
Hej tu Wiktoria aka Stachu. To mój pierwszy blog i pierwsze opowiadanie myślę, że pierwszy rozdział się spodoba czekam na komentarze. Drugi rozdział jest znacznie dłuższy. To na tyle ;*