Wbiegłam do domu trzasnęłam drzwiami i zsunęłam się po nich. Siedziałam na podłodze i szlochałam miałam szczęście, że rodziców nie było w domu bo niemiałam zamiaru wysłuchiwać pytań rodziców nie była bym nawet w stanie na nie odpowiedzieć. Bo co miała być im powiedzieć, że mój były wrócił? Nie, oni go nienawidzą. Wstałam z podłogi ciągle płacząc i udałam się do swojego pokoju. Myślałam, że zejdę na zawał gdy zobaczyłam Justina siedzącego an moim łóżku.
-Co ty tu robisz?- spytałam bez jakichkolwiek emocji.
-Czekałem na ciebie.- wzruszył ramionami. Gestem ręki pokazałam mu, żeby kontynuował.- Chciałem się upewnić, że już wszystko w porządku.
-Już się upewniłeś. Teraz wyjdź. Proszę.- wyprosiłam go starając się nie wybuchnąć płaczem ponownie. Te wszystkie wspomnienia myślałam, że mam to za sobą, ale to wróciło ze zdwojoną siłą. Chłopak chyba to zauważył bo podszedł do mnie i przycisnął do swojej klatki piersiowej, na początku nie wiedziałam co zrobić ,ale po chwili wtuliłam się w niego.
Justins POV
Kiedy Cassie weszła do domu przez chwilę stałem i patrzyłem na drzwi. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić, ale postanowiłem wejść do jej pokoju i upewnić się, że już wszystko dobrze. Wdrapałem się na mały daszek następnie na parapet na moje szczęście okno było otwarte przełożyłem nogi przez parapet zeskoczyłem z niego i znalazłem się w pokoju dziewczyny. Przez chwilę chodziłem po pokoju i się rozglądałem jednak moją uwagę zwróciły fotografie na jednej z szafek jak i na ścianie na kilku zdjęciach była małą Cass i jej przyjaciółka kiedy przyjrzałem im się dokładniej zdałem Sobie sprawę z tego, ze już gdzieś widziałem te dziewczyny. To nie może być ona.! Czy to ta Cass ta mała słodka dziewczynka, w której się podkochiwałem kiedy miałem jakieś 7-8 lat.? Wiem to głupie bo przecież jak dziecko mogło się zakochać sam tego nie pojmuję, ale gdy sobie to przypomniałem poczułem takie dziwne ukłucie w sercu. No nic. Odeszłem od szafki i usadowiłem się na łóżku dziewczyny po chwili do pokoju weszła Cassie widać, że płakała.
-Co ty tu robisz.? – spytała zupełnie jakby pozbawiona jakichkolwiek emocji.
-Czekałem na ciebie.- wzruszyłem ramionami. Dziewczyna dała mi do zrozumienia, ze mam kontynuować.- Chciałem się upewnić, że już wszystko w porządku.
-Już się upewniłeś. Teraz wyjdź. Proszę.- widziałem, że na siłę próbuje powstrzymać łzy. Wiedziałem, że potrzebowała teraz wsparcia drugiej osoby więc bez namysłu podszedłem do niej i owinąłem ramiona wokół jej drobnej tali przyciągając ją bliżej siebie. Na początku nie byłem pewien czy dobrze robię, ale po chwili Cassie wtuliła się we mnie i zaczęła płakać. Ręką gładziłem jej plecy by w jakiś sposób ją uspokoić …… i chyba mi to wychodziło bo przestała płakać a jej oddech się uspokoił. Dziewczyna oderwała się ode mnie i spojrzała mi w oczy.
-Przepraszam.- spuściła głowę.
-Za co? – byłem rozkojarzony. Bo przecież nie miała za co mnie przepraszać.
-Za Jake’a, za to, że musiałeś mi pomóc.- wyszeptała ledwo dosłyszalnie.
-Cass spójrz na mnie.- uniosłem delikatnie jej podbródek tym samym zmuszając ją do patrzenia na mnie.- Nie masz za co mnie przepraszać to nie twoja wina, że tu przyszedł. I źle bym się czuł z tym, ze ci nie pomogłem po prostu poczułem, ze to mój obowiązek.- posłałem jej lekki uśmiech, który niepewnie odwzajemniła.
-Dziękuję.- powiedziała już pewniej.- Justin.?
-Tak.?- spytałem.
-Możesz mnie już puścić? – spojrzałem na nią i dopiero teraz zdałem sobie sprawę z tego, że cały czas trwamy w uścisku. Zachichotałem tak samo jak Cass. Cassie zaczęła iść w stronę drzwi.
-Gdzie idziesz? – zapytałem i lekko zmarszczyłem czoło.
-Wykąpać się?- odpowiedziała pytaniem na pytanie. Przytaknęłam tylko. Dziewczyna zniknęła za drzwiami łazienki, a ja opadłem na jej łóżko. Po około godzinie Cassie wyszła z toalety w czarnej bokserce i fioletowych szortach, delikatnie przygryzłem dolną wargę lustrując ją wzrokiem posłała mi pytające spojrzenie an co uśmiechnąłem się cwaniacko Cassie uśmiechnęła się delikatnie i pokręciła głową z dezaprobatą.
-Jak długo jeszcze tu będziesz? – przerwała ciszę panującą miedzy nami.
-Tyle ile będzie trzeba.- odparłem drapiąc się po karku.- A co?- dodałem.
-Nic. Po prostu chciałam położyć się spać.- przyznała.
-No to chodź.- poklepałem miejsce obok siebie. Z jej wyrazu twarzy można było wyczytać zdziwieni, niepewność i ….. radość? Nie to nie możliwe chociaż może. Nie pewnym krokiem podeszła do łóżka i położyła się na wyznaczonym przeze mnie miejscu. Okryła się szczelnie kołdrą i przymknęła powieki chwilę później zauważyłem, że już śpi.
-Dobranoc księżniczko.- szepnąłem jej do ucha i po ciuchu wyszedłem z jej pokoju. Zeskoczyłem za parapetu na daszek a następnie z daszku na ziemię i czym prędzej udałem się do swojego samochodu. Zająłem miejsce kierowcy i odjechałem z piskiem opon jechałem przed siebie aby po chwili znaleźć się na podjeździe mojego domu weszłam do środka, ale nikogo nie było. Tata był poza miastem na jakimś wyjeździe służbowym, a mam miała nocną zmianę. Zdjąłem buty i wszedłem do mojego pokoju zabrałem z szuflady czyste bokserki i udałem się do łazienki i wziąłem szybki prysznic. Wyszedłem z kabiny prysznicowej nałożyłem na siebie bokserki i wślizgnąłem się pod kołdrę. Czego on mógł od niej chcieć? Muszę się tego dowiedzieć. Tylko jak? Przecież ona mnie nie znosi, a ja w pewien sposób ją polubiłem coś w tej dziewczynie mnie do niej ciągnęło. Z tą myślą snąłem.
********
Rano obudziły nie chciane promyki słońca zerknąłem na zegarek 6:30. Mam jeszcze półtorej godziny. Zwlekłem się z łóżka i poszedłem do garderoby i wybrałem białą koszulkę, czarne dżinsy z opuszczonym krokiem i czarne Supry. Poszedłem do łazienki i wziąłem długi prysznic aby się zrelaksować i rozbudzić namydliłem się żelem pod prysznic następnie umyłem włosy, spłukałem całą powstałą pianę i wyszedłem spod prysznica i dokładnie osuszyłem się ręcznikiem ubrałem wcześniej wybrane ubrania i wyszedłem z łazienki zszedłem na dół i ……… co ja będę moje poranne czynności opisywał to chyba wiadome co się robi z rana, więc po zakończonych czynnościach narzuciłem na siebie jeszcze czarną skórzaną kurtkę i wyszedłem z domu wsiadłem do mojego Audi R8 w leopardzie centki i odjechałem z w ciągu zaledwie 15min znalazłem się pod szkołą. Jeszcze tylko dziś i jutro i weekend.- pomyślałem. Wysiadłem z samochodu i zobaczyłam Cassie spojrzała w moim kierunku, ale gdy zdała sobie sprawę z tego, ze również patrzę w jej kierunku szybko odwróciła wzrok.
Cassie’s POV
Biegłam przez las było ciemnota mną biegła zakapturzona postać bałam się nie wiedziałam kim jest ani czego chce. Nie oglądałam się za siebie tylko biegłam ile sił w nogach już myślałam, że go zgubiłam odwróciłam się na moment aby sprawdzić czy wciąż za mną biegnie lecz nie zdążyłam nawet nic zobaczyć bo upadłam przez wystający korzeń wstałam i już chciałam biec dalej, ponieważ zauważyłam dziwnego nie znajomego ten szybko chwycił mnie za nadgarstki. Szarpałam się, kopałam, wierzgałam, krzyczałam, ale to a nic się nie zdało bo mężczyzna chwycił moje obie ręce w jedną ze swoich dłoni, a drugą sięgnął po co do kieszeni kiedy podniósł wzrok nie mogłam uwierzyć własnym oczom to był on to …. Jake, ale czego on chciał?! Nagle moim oczom ukazał się pistolet chłopak wycelował nim we mnie powoli pociągają za spust i w tedy ……… obudził mnie budzik zerwałam się do pozycji siedzącej byłam cała mokra i ciężko oddychałam. Uff to był tylko sen.- odetchnęłam z ulgą. Ten sen, on był bardzo realistyczny a wiecie co jest najgorsze? Że to może mi się przytrafić naprawdę Jake jest zdolny do wszystkiego aby osiągnąć swój cel a jego celem jestem ja. Kiedy już się uspokoiłam wstałam z łóżka poszłam do garderoby wybrałam zestaw i powędrowałam do łazienki wzięłam orzeźwiający prysznic i wyszłam z kabiny osuszyłam moje ciało ręcznikiem a następnie wtarłam w nie – mój ulubiony – balsam kokosowy. Ubrałam wcześniej przygotowane ubrania i zrobiłam delikatny makijaż i opuściłam toaletę. Zeszłam na dół i przywitałam się z rodzicami.
- Witam rodzinko.! – zawołałam z wielkim uśmiechem. Sama nie wiem skąd u mnie ta nagła radość.
-Cześć córeczko.- odpowiedzieli niemal równocześnie.
-A ty co taka szczęśliwa? – spytał podejrzliwie tata.
-Sama nie wiem.- wzruszyłam ramionami ciągle się uśmiechając. Usiadłam do stołu i zaczęłam zajadać się naleśnikami po skończonym posiłku wstałam od stołu pożegnałam się i wyszłam z domu. Była ładna pogoda i miałam dość sporo czasu więc postanowiłam się przejść. Szłam około 30 minut zaraz przy wejściu do szkoły spotkałam Meg.
-Heej.! – przywitałam się z uśmiechem.
-Część piękna. A co ty taka szczęśliwa? – przywitała mnie z równie dużym uśmiechem jak ja.
-A no właśnie sama nie wiem.- naprawdę nie wiedziałam myślałam, ze po tym całym moim koszmarze będę miała zjebany humor a tu co? Niespodzianka Mam wspaniały humor i cieszy mnie to.
-Dobra, dobra. A tak w ogóle kto to był ten koleś wczoraj przed twoim domem?
-Ummm…- zacięłam się na chwilę.- pamiętasz mojego byłego? Opowiadałam ci o nim.- zagryzłam dolną wargę.
-Jake? To on był pod twoim domem? – zrobiła wielkie oczy.
-Tak t-to był o-on – jąkałam się.
-Ale czego on chciał?- spytała z troską w głosie. Meggie (bo tak ją czasem nazywam) dokładnie wiedziała co ten skurwiel mi zrobił.
-Chciał mnie prosić o wybaczenie, ale nie dałam mu dojść do słowa w pewnym sensie kazałam mu spierdalać. Powiedział, ze za mną tęsknił na co ja mu powiedziałam, że może sobie potęsknić w Chicago.- Meg chciała coś powiedzieć, ale jej nie pozwoliłam.- uderzył mnie w twarz stąd ten ślad.-pokazałam na mój policzek dziewczyna tylko skinęła głową na znak, że rozumie.- chciałam od niego odejść i wejść do domu, ale mnie przytrzymał wyrywałam się zaczęłam się szarpać krzyczeć, ale to nic nie dało i w tedy…..- przerwałam na moment nie wiedziałam czy jej to powiedzieć czy nie, ale to moja przyjaciółka powinna wiedzieć.- i w tedy usłyszałam znajomy głos. Nie zgadniesz do kogo należał. Do Justina Dupka Biebera. Uratował mnie pobił Jake’a, ale musiałam to przerwać bo nie chciałam aby Justin miał przeze mnie problemy podziękowałam mu i poszłam do domu zaraz po przekroczeniu progu rozpłakałam się jak małe dziecko po tym jak się opanowałam udałam się do mojego pokoju i myślałam, że zejdę na zawał na moim łóżku siedział we własnej osobie Bieber.- na tym skończyłam. Od razu po zakończeniu zdałam sobie sprawę z tego, że po mojej twarzy spływa coraz to więcej łez.
-Ćśśś.- Meg mnie przytuliła.- Już dobrze.- próbowała mnie uspokoić.
-To wszystko wraca Meg, to całe gówno w, które się wpakowałam w Chicago.- wtuliłam się w przyjaciółkę.
-Nie pozwolimy by coś Ci się stało.- zapewniła mnie.
-My?- spytałam nie wiedząc o kogo jej chodzi.
-Tak my.-potwierdziła.- Ja, Lou i Naill.- uśmiechnęła się do mnie promiennie. Po chwili się uspokoiłam na szczęście makijaż mi się nie rozmazał co było prawdziwym cudem. Doszli do nas Louis i Nill.
-Hej Meg. Cześć Cass.- przywitał nas Lou.
-Cassiee…..- wykrzyczał Naill i mnie przytulił.- Co tam mała?- spytał.
-Wszystko w porządku duży tylko za chwilę mnie udusisz.- powiedziałam przez śmiech.
-Ach tak. Przepraszam.- zachichotał. Jest słodki i jest dla mnie jak brat.
-Hejka Meggie.!- przywitał się z Meg.
-Ugh. Wiesz dobrze, że nie znoszę kiedy ktoś tak do mnie mówi.- oburzyła się. Tak to prawda nie znosi tego właśnie dla tego ja i Nailler tak na nią mówimy. Uwielbiamy robić jej na złość. Cóż tacy już jesteśmy. Rozmawialiśmy jeszcze chwilę co chwilę się z czegoś śmiejąc kiedy to kątem oka zauważyłam sportowy samochód chyba Audi R8 - nie wiem nie znam się na samochodach – w leopardzie centki. Wysiadł z niego Justin kiedy tylko nasze spojrzenia się spotkały spuściłam głowę w dół. Pożegnałam się z przyjaciółmi i poszłam do mojej szafki by wyjąć z niej potrzebne książki i weszłam do Sali było tylko Kika osób po chwili zadzwonił dzwonek i wszyscy zaczęli się schodzić o dziwo Bieber postanowił się nie spóźnić.
-Cześć.- przywitał się ze mną zajmując swoje miejsce.
-Hej.- rzuciłam cicho. Było trochę dziwnie.
******************
Nareszcie koniec lekcji. Ten dzień dłużył mi się w nieskończoność byłam z lekka przybita co było dziwne bo rano wstała z cudownym humorze a tu co? Beznadzieja.
-Hej, Cass.!- usłyszałam za sobą.
-Oh, Justin. Chciałeś czegoś?- uniosłam pytająco jedną brew.
-Właściwie to chciałem się o co spytać.- podrapał się po karku.
-O co?- spytałam.
-Dlaczego cały dzień chodzisz taka przybita? Mówiłem Ci, że nie sądzę by był na tyle głupi i znów Cię za…..- nie dałam mu skończyć.
-Nie o to chodzi.- zaprzeczyłam.
-A o co?- wyglądał na zbitego z tropu.
-Po prostu…. nie ważne.
-Powiedz.- nalegał.
-Może kiedy indziej.- odparłam i odwróciłam się z zamiarem odejścia. Lecz chłopak mnie zatrzymał.
-Justin, proszę puść mnie.- jęknęłam.
-Nie dopóki mi nie powiesz.- był upierdliwy, ale to było w pewien sposób słodkie bo martwił się o mnie. Zaraz, zaraz…… chwila. On się o mnie martwił? Niee to nie możliwe. Nawet nie zauważyłam kiedy Justin objął mnie od tyłu w talii i zaczął iść w stronę jak mniemam swojego samochodu tym samym zmuszając mnie do stawiania kolejnych kroków. Kiedy doszliśmy do samochodu chłopak otworzył drzwi i poprosił mnie abym wsiadła do środka wykonałam polecenie delikatnie wywracając oczami na co szatyn zachichotał. Obiegł samochód i sam wsiadł od strony kierowcy spojrzałam na niego pytająco, ale Justin nie zwrócił na mnie najmniejszej uwagi i z piskiem opon odjechał z parkingu szkoły. W samochodzie panowała cisza słychać było tylko warkot silnika i nasze oddechy. Postanowiłam to przerwać.
-Gdzie tak właściwie jedziemy?- spytałam nie pewnie i przygryzłam dolną wargę.
-Dowiesz się na miejscu.- mruknął ani na moment nie odrywając wzroku od drogi.
-Juustin.- przeciągnęłam.
-Nispodzianka.- powiedział.
-Nie znoszę niespodzianek. Powiedz mi.- wymruczałam cicho, ale na tyle głośno by mnie usłyszał. Byłam po prostu ciekawa.
-Nie denerwuj się tak księżniczko zaraz będziemy na miejscu.- czy on nazwał mnie księżniczką? Jak słodko. NIE! Cassie dziewczyno ogarnij się przecież ty go nie znosisz.
-Aww jak słodko rumienisz się.- momentalnie wróciłam na ziemię.
-Co?! Nie! Ja się nie rumienię.- stwierdziłam.
-Czyżby?- uniósł jedną brew.
-Oh, zamknij się.- zaśmiałam się chłopak również zachichotał. To było sło….. Ach, dziewczyno co się z tobą dzieje?! Reszta drogi przeminęła nam w ciszy, ale ta cisza była przyjemna. Siedziałam tak gdy nagle otworzyły się drzwi on mojej strony.
-Idziesz?- spytał Justin.
-A, tak. Jasne.- wysiadłam z auta. Szłam za szatynem kiedy w pewnym momencie stanął.
-Zamknij oczy.- nakazał delikatnie.
-Co? Dlaczego?- nie wiedziałam co mam o tym myśleć.
-Po prostu to zrób.- wahałam się.- Zaufaj mi.- dodał.
-No doobra.- przeciągnęłam i zaśmiałam się cicho. Justin chwycił mnie w talii tym samym uniemożliwiając mi upadek czego się bałam. Szliśmy tak chwilę.
-Okay. Teraz możesz otworzyć oczy.- szepnął mi do ucha. Powoli otworzyłam oczy a moim oczom ukazał się piękny widok. Staliśmy na nie wielkim mostku a pod nim przepływała rzeka. Widok był nie codzienny nie było tu żywej duszy.
-Tu jest pięknie.- szepnęłam sama do siebie.
-Wiem o tym. Przychodzę tu kiedy chcę być sam. To jest takie ‘’moje’’ miejsce.- Justin uprzedził moje pytanie.
-Ale dlaczego mnie tu przyprowadziłeś.?- to pytanie dręczyło mnie od samego początku chłopak jedynie wzruszył ramionami.
-Cassie.- zaczął nie pewnie. Justin Bieber jest speszony, nie pewny? Tego się nie spodziewałam.
-Tak?- dalej nie odrywałam wzroku od pięknego krajobrazu rozciągającego się przede mną.
-Słuchaj.- momentalnie skierowałam wzrok na szatyna.- Nie wiem co to, ale jest w tobie coś co bez przerwy mnie do Ciebie przyciąga. Jesteś taka tajemnicza przez co chcę do Cię lepiej poznać potrafisz być zimną suką, ale jednocześnie jesteś słodka.- zarumieniłam się. Justin zmniejszył dystans między nami.- A zwłaszcza kiedy się rumienisz.- nie wiedziałam co powiedzieć totalnie mnie zatkało.
-Justin…- zaczęłam, ale nie dał mi skończyć gdyż wpił się w moje usta bez żadnego ostrzeżenia. Na początku nie wiedziałam co robić, ale po chwili odwzajemniłam pocałunek poczułam jak Justin się uśmiecha. Szatyn przejechał po językiem po mojej wardze prosząc o dostęp, którego mu nie udzieliłam chciałam się z nim podroczyć, ale ten zjechał ten zjechał dłońmi da moje pośladki i ścisnął je lekko przez co cicho jęknęłam Justin idealnie wykorzystał okazję i wsunął swój język do moich ust. Nasze języki idealnie ze sobą współpracowały. Odsunęliśmy się od siebie kiedy zabrakło nam powietrza. Chłopak oparł nasze czoła o siebie, obje ciężko oddychaliśmy. I w tedy …..
------------------------------------------------------------------------
No to tak mam nadzieje, że rozdział się wam spodoba liczę na komantarze. Awww jak słodko. Macie tutaj Jassie motents ♥ do następnego
Xx Stachu
fajny + wpadnij do mnie http://a-chance-for-a-better-future.blogspot.com/ zachęcam do komentowania ;)
OdpowiedzUsuń